środa, 29 lipca 2015

"Buszujący w zbożu"


Witajcie!

Rośnie, powoli wspina się po szczeblach istnienia. Wybujałe, złociste marzenia, podsycane promieniami świetlistej gwiazdy, pną się do nieba... Niestrudzone, ambitne, ślepe na przeciwności, milimetr po milimetrze, wyciągają źdźbła na wyżyny doskonałości... Ciężkie kłosy, bezradnie zwieszone, walczą
o promienie skąpego słońca... Każda kropla, taka mała, idealna, splata swe istnienie z drobnym ziarnem. Zatracają się w sobie, oślepieni wzajemną miłością, trwają w uścisku krótką chwilę... Lecz zazdrosny powiew, z niezmiernym uporem, domaga się wątłego spotkania... Tak faluje złote morze... Płyną po nim wielonogie łódki drobne... By z jednego morza, wnet przepłynąć do innego... Niewzruszone złote kłosy, pną swe cienkie ciała wprost do nieba... Nie zaznają jednak Boskiej ręki... Dłoń człowieka, ostrze sierpu...  Zakończyła się wędrówka...
Ach, czy czujesz to najmilsza? Jak ten bochen pięknie pachnie? ....

Dzisiejszy outfit to ukłon w stronę nieśmiertelnej części garderoby. Ramoneska. Najwspanialsza, klasyczna skórzana kurtka jaką oglądał świat... Do tego spodnie, zielone, z modnym motywem jungle, czarna koszulka z niebanalnymi suwakami i niezastąpione czarne trampki...






Buszując w zbożu, można dociec prawd o życiu... Jak cudownie zatracić się w złotych objęciach, ponieść się złotym falom ku lepszej krainie jutra...

Ramoneska to ewidentny must have :D Cudowna, wyrazista, wieczna...






Za fenomenalną sesję, niezwykłą atmosferę, wypowiedziane słowa i zachowane myśli, dziękuję P.Amelie :)


Cześć!

środa, 8 lipca 2015

Golden hour...


Witajcie!

Spadł deszcz... Życiodajna woda spadła kaskadami z ociężałych obłoków... Przez szklano-deszczowe miraże obserwowałem naznaczony piętnem spiekoty świat... I tak jakoś, wraz z żywotnymi kroplami, rozmywał mi się krajobraz... Moje myśli uciekały, wyrywała się utęskniona dusza... Uleciały wolne, by pojąć, że żyć tylko tak warto jest, by bez kajdan zwiedzać istnienia... Nie ograniczane, swobodnie puszczone, figlarnie bawiły się na wietrze... Różne przybierając kształty... Tak igrała melancholia wraz z radością, do zabawy prosząc rozpacz... Mnogie wizje majaczyły przed oczami mymi... Ach, trwać tak w objęciach dżdżu letniego... Ponieść się zapachom, barwom, głosom, złapać za rękę myśli swoje i gnać, gnać nie wiadomo dokąd... Otworzyłem oczy. Deszcz przestał padać i nastała cisza, a zza chmur wychyliło się słońce. Tak, nastała złota godzina...

 Dzisiejsze zestawienie to powrót do szczególnie cenionej przeze mnie części garderoby, marynarki. Granatowa, ze sprytnie podwiniętymi rękawami. Do tego czarne spodnie, biały t-shirt z ciekawym printem, czarne, wkładane tenisówki i torba, duża i pojemna. Jako uzupełnienie, brązowe okulary z wyrazistymi ćwiekami...






Gdy pada deszcz, puśćmy myśli wolno... Niech ulecą, wzbogacając nas o niesamowite przeżycia...
Złota godzina to magiczny czas, gdy gra świateł emitowanych przez słońce jest perfekcyjna, idealna...

Latem, gdy gorąco i parno, nie chowajmy marynarek do szafy. Ot, czasem mogą się przydać ;)





Za zdjęcia dziękuję po stokroć P.Amelie :) 

Cześć!

czwartek, 2 lipca 2015

Minął rok, jak jeden dzień...


Witajcie!

Dzisiaj dzień szczególny. Dokładnie rok temu pojawił się tutaj pierwszy wpis. Niebywałe, jak szybko zleciało. Z tejże okazji chciałbym Wam podziękować, drodzy Czytelnicy! Dzięki Wam "Szafa ..." funkcjonuje i ma się dobrze. Ostatnim czasem pojawił się zastój, lecz były to chwilowe problemy...
W ciągu tego roku, blog przeszedł znaczną ewolucję... Nie jest on już stricte modowy. Szafa Bubu stała się czymś na kształt spowiedzi. Szczególnej. Spowiedzi artysty. I niech tak zostanie...


Czas... Cóż za irracjonalna iluzja. Czas płynie i ucieka... Cóż za niewyobrażalna bzdura. Nie mam czasu... Cóż za plugawe kłamstwo...
Czas został nam dany. On nie ucieka, on idzie razem z nami, równym tempem, postępując krok
w krok. To my, nieudolni, nie potrafimy go dobrze spożytkować. Mówimy, że przecieka nam przez palce. Bo chcemy aby tak było, a bynajmniej nicz tym nie robimy... Nie dajmy się omamić, czas nam podlega i mamy w pewnym stopniu nad nim władzę...
W sobie, zatraceni we własnym ja, na nowo możemy przemierzać czas miniony. Nie zmieniać,
a jedynie przeżywać po raz wtóry.
Myślami wybiegać możemy w czas przyszły, snuć niemożliwe plany i marzyć. Wreszcie, żyjemy
w czasie teraźniejszym. Spleceni w tanecznym uścisku, poznajemy siebie nawzajem... Wykonujemy skomplikowany układ, niepewni, czy po skończonym widowisku otrzymamy owacje. Ale czy z tak perfekcyjnym partnerem, można pomylić kroki?

Dzisiejszy outfit to ukłon w stronę minimalizmu. Pojawiają się jedynie dwa kolory. Niezastąpiona czerń i biel. I geometryczne wzory. Jako uzupełnienie, lenonki. Nieśmiertelne i cholernie klasyczne okulary...





Czas może być naszym sprzymierzeńcem. Niekiedy niewzruszony i obojętny, rzuca nowe światło na bieg wydarzeń. Na nowo układa myśli i porządkuje spostrzeżenia. A my, zdystansowani, oddajemy się tangu życia...

Już kiedyś o tym wspominałem. Czarny, zawsze i wszędzie. Nigdy nie przestanie być modny...
A lenonki? Fajnie jest mieć taki artystyczny klasyk...





Za wspaniałe zdjęcia dziękuję P.Amelie.

Cześć!