środa, 8 lipca 2015

Golden hour...


Witajcie!

Spadł deszcz... Życiodajna woda spadła kaskadami z ociężałych obłoków... Przez szklano-deszczowe miraże obserwowałem naznaczony piętnem spiekoty świat... I tak jakoś, wraz z żywotnymi kroplami, rozmywał mi się krajobraz... Moje myśli uciekały, wyrywała się utęskniona dusza... Uleciały wolne, by pojąć, że żyć tylko tak warto jest, by bez kajdan zwiedzać istnienia... Nie ograniczane, swobodnie puszczone, figlarnie bawiły się na wietrze... Różne przybierając kształty... Tak igrała melancholia wraz z radością, do zabawy prosząc rozpacz... Mnogie wizje majaczyły przed oczami mymi... Ach, trwać tak w objęciach dżdżu letniego... Ponieść się zapachom, barwom, głosom, złapać za rękę myśli swoje i gnać, gnać nie wiadomo dokąd... Otworzyłem oczy. Deszcz przestał padać i nastała cisza, a zza chmur wychyliło się słońce. Tak, nastała złota godzina...

 Dzisiejsze zestawienie to powrót do szczególnie cenionej przeze mnie części garderoby, marynarki. Granatowa, ze sprytnie podwiniętymi rękawami. Do tego czarne spodnie, biały t-shirt z ciekawym printem, czarne, wkładane tenisówki i torba, duża i pojemna. Jako uzupełnienie, brązowe okulary z wyrazistymi ćwiekami...






Gdy pada deszcz, puśćmy myśli wolno... Niech ulecą, wzbogacając nas o niesamowite przeżycia...
Złota godzina to magiczny czas, gdy gra świateł emitowanych przez słońce jest perfekcyjna, idealna...

Latem, gdy gorąco i parno, nie chowajmy marynarek do szafy. Ot, czasem mogą się przydać ;)





Za zdjęcia dziękuję po stokroć P.Amelie :) 

Cześć!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz