czwartek, 17 września 2015

The battle for the last sunbeam...


Witajcie!

Przez ulicę ciemną, wypełnioną mrokiem beznadziejności, przechodzę z wątłą nadzieją. Tumany kurzu tańczą, wirują w powietrzu drobiny drażniące. Schowałem prywatne marzenia w kaptur bezpieczeństwa, niech w spokoju dojrzewają, nieme i głuche, niezdolne do spełnienia. Naprzód,
z półprzymkniętymi powiekami, zmierzam w stronę światła. Niejednolity strumień klaruje moją wędrówkę. Pretensjonalnym, zielonym blaskiem szumią po oczach drzewa niewzruszone. Posągowe
i smutne latarnie, z głupim poczuciem istotności, rozlewają swój blask elektryczny. Czerwone przebłyski tętniczych skrzydeł owadzich, ogrzewają delikatnie rzęsy skropione ludzką niedolą. Słońce, król dnia i książę nocy, walczy o dominację z wszech ogarniającym mrokiem. Światłem swojej materii pulsuje cała ziemia, dając znaki siostrom swoim, z układu i w układzie współgrających, iż żyje ona
i proch jej świeci jasno. Najinteligentniejsza i najbardziej wzgardzona, matka wszech czasów i wszech rzeczy, walczy z uporem olbrzymim. Heroiczny doprawdy to bój. Godny łzy jednej i cichego westchnienia. Zaszło słońce. Zgasła wszelka nadzieja...

Dzisiejszy outfit to luz i swoboda w szczególności. Dresowe spodnie i kamizelka, jakby bluza, wspaniale się skomponowały na tle kamienicy, czarnej ściany i złotych promieni...









Wspaniałe promienie emituje nasze otoczenie. Każde istnienie wysyła delikatne światło, by prowadzić nas przez życie, skąpanych w blasku i rozświetlających mroki egzystencji...





Za wspaniałe zdjęcia dziękuję M.Photography! :D

Cześć!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz